Oficyna Literatury XXI wieku



Oficyna

Strona główna

O nas

Książki

Recenzje

Księgarnia

Wydaj u nas

Polecamy

Kontakt

Nasi Autorzy

Jerzy Terpiłowski

Adam Wilatowski



Jan Kantemir - pisarz i publicysta, stały   współpracownik miesięcznika "Tradycja"

Zapraszamy do lektury fragmentów najciekawszych artykułów!

Honor
Czy można zachować godność, odrzucając honorowe zachowania? Czym powinien kierować się człowiek w relacjach z innymi: honorem czy użytecznością działania? Uświadomienie sobie  tego, jakich wyborów dokonujemy, pozwala poznać lepiej siebie. 
   Rozróżnienie takie (zwłaszcza wtedy, gdy użyteczność zyskuje rangę poglądu zwanego pragmatyzmem) jest kluczem do jednej z najistotniejszych sfer myślenia i zachowania człowieka, jedną z cech, wedle których kształtowały się (i nadal kształtują) cywilizacje. Honor jest symbolem wolności dla jednych i przejawem bezsensownego postępowania dla drugich. Użyteczność w działaniu to z kolei cel większości naszych zamierzeń, więc łatwo przyznać jej pierwszeństwo nad pojęciem honoru. Przy bliższym przyjrzeniu się temu, co może być przez ludzi uznane za użyteczne, sprawa się komplikuje. 
   William James uważał, że “żywione przez nas przekonania i przyjmowane teorie są jedynie pewnymi instrumentami, które służą do porządkowania świata naszego doświadczenia. Ich wartość w gotówce, ...mierzyć należy skutecznością realizacji tego celu. Jeżeli więc cały system uznawanych przez nas przekonań sprawia, że zyskujemy orientację, że mamy poczucie harmonii i przystosowania do świata, wówczas jest on dla nas właściwym.”
   Ale czy celowość (a szczególnie ta nakierowana na uzyskiwanie wartości materialnych) ma być ostateczną miarą użyteczności? Niekoniecznie, bo przecież cele mogą być postawione opatrznie i wtedy pożądany rezultat okaże się czymś, czego wcale nie chcieliśmy, i co może nam zaszkodzić. 
   A cóż jeżeli w celu rozstrzygnięcia sporu przyłożymy do pojmowania użyteczności w działaniu miarę o wiele obszerniejszą niż natychmiastowy skutek? Albo tak wielką, że wykraczać będzie poza czas jednego czy nawet kilku pokoleń? 
   Może zatem jak Charles Sanders Peirce i kontynuatorzy jego poglądów: William James i John Dewey - autentyczni giganci myśli - wedle których poznanie ludzkie jest narzędziem służącym człowiekowi do realizowania jego potrzeb i powinno być oceniane z punktu użyteczności dla poszczególnej jednostki, a nie z punktu widzenia obiektywnej prawdy - nie mieli do końca racji? Argumentów dodatkowych można wytoczyć więcej. Bo przecież człowiek jest istotą społeczną, bo jest tworem Boga, bo... 
   Pragmatyzm spotkał się z życzliwym przyjęciem marksistów. Na przykład w  ocenie Adama Schaffa - kierunek ten wykluczał bezinteresowne poznanie świata i gromadzenie prawd, które niczemu nie służą. Wielu - szczególnie lewicowych myślicieli - uznało dorobek filozofii pragmatycznej za:
- szczyt humanizmu, bo indywidualnego człowieka czyni on miarą rzeczy w odróżnieniu od scholastycyzmu, który poddaje go mierze nadludzkiej;
- odwrotność werbalizmu, ponieważ kryterium prawdy upatruje w praktyce życiowej;
- pluralizm, wykluczający absolutyzm;
- personalizm - w odróżnieniu od naturalizmu.
   Argumentem nie do odparcia dla pragmatyzmu wydaje się stwierdzenie, że człowiek poza zaspokojeniem podstawowych potrzeb, właściwie nie zna miary użyteczności swoich działań. I że to, co mu się wydaje racjonalne, często wcale racjonalnym nie jest. Mamy na to wiele przykładów. A co dopiero, jeżeli pomyślimy o długofalowych skutkach ludzkiego działania, z których nawet sobie nie zdaje sprawy. Może zatem powinien bardziej ufać tradycji? Sile, która prowadziła przeszłe pokolenia prostą drogą wśród niebezpieczeństw, grożących nie tylko poszczególnym jednostkom, ale także wszystkim ludziom. A czy można wyobrazić sobie życie bez zachowania godności?
   Po przyjęciu takich założeń - na arenę wkracza triumfalnie honor. Napisano o nim tony literatury, ale nie znajdziemy skończonej definicji, która ujmowałaby wszystkie możliwe jego aspekty w jedną całość. Nie załatwia sprawy najczęściej spotykane określenie, że jest to cześć, poczucie godności własnej, także zaszczyt. Nie budzi uczucia przesytu fakt, że w Słowniku mitów i tradycji kultury  listę haseł pod tytułem honor otwiera wyjaśnienie, co to jest dług honorowy. 
   Nie jest moim celem, przedstawić w tej niewielkiej pracy definicję honoru. Pragnę wszakże dokonać porównania pomiędzy dwoma różnymi postawami: honorem a pragmatyzmem, które moim zdaniem cechują dwie przeciwstawne sobie idee: konserwatyzm i liberalizm. 
   Konserwatyści z pewnością chcieliby zapewnić pojęciu honoru o wiele większe znaczenie w praktyce społecznego życia niż pragmatycy, których cechuje relatywizm pojęć. Nie znaczy to jednak, że ci pierwsi życzyliby sobie, aby ludzie kierowali się przesadnie lub nierozsądnie rozumianym poczuciem honoru. Jak określić granicę między rozsądkiem a honorem? Pięknie i rozumnie pisze o tym Jerzy Terpiłowski w książce pod tytułem Bagaż duszy, starając się przedstawić istotę tego, czym jest genius loci stolicy Polski:
   “To przecież honor - szczególna cecha warszawskiego ducha, która powoduje, że Stara Warszawa - ten nie tylko materialny kształt, ale także idea, światopogląd wynikający z więzów świadomości, istniejący w historii, utrwalony najbardziej w owym najstarszym sercu całego miasta - zasłużyła na miano twierdzy honoru europejskiego systemu zasad, troskliwie rekonstruowanego przez kolejne pokolenia warszawiaków, przez tych, którzy nie wahali zawrzeć się w swym mieście niczym wokół Troi, w której zatrzasnęła się i broni dusza narodu, chcą opływać ją jak Wisła, broniąc wrogom dostępu i dając napój spragnionym i nie licząc się ze stratami bronić tego, co na pieniądze przeliczyć się nie da. A później zdziesiątkowani w łachmanach i ranach, z włosami rozwianymi na mroźnym wietrze szli na wygnanie lub śmierć jak ów polski dziedzic z Dworu - z opowieści Isaaca Bashevisa Singera. Kiedy to przydrożni Żydzi wzruszali ramionami: tak to się dzieje u gojów, gdzie o prawie stanowi siła... Polska jeszcze raz powstała do walki i przegrała. Jej najlepszych synów pędzono teraz do ponurej skutej lodem tundry, gdzie wciąż jeszcze dogorywali zesłańcy powstania listopadowego. Jakie znaczenie miało to, kto rządzi między jednym powstaniem a drugim?
Jednak, czy objawiony w ostatnim zdaniu wyrachowany rozsądek ma coś wspólnego z honorem?” (Więcej w nr 4 "Tradycji".)


Copyright by Oficyna XXI wieku

szablony stron